sobota, 12 stycznia 2019

X D

Biegnę. Brak tlenu wypala mi płuca, a świat powoli zaczyna wirować. Mimo to, nie zatrzymuję się. Przyśpieszam. Krzyki ze strony 12 dystryktu są coraz głośniejsze, widzę ogień. Zahaczam łukiem o jedną z wystających gałęzi, której nie zauważam przez co przewracam się na kolana i czuję tylko ból w barkach. Wszystko wiruje i nie mogę się zatrzymać, zataczam się w dół górki, którą dotychczas biegłam, aż udeżam w drzewo i tępy ból roznosi się po moim ciele. Zaciskam zęby i oczy. Ignoruję jak bardzo moje ciało każe mi przestać, wstaję i lekko się zataczając pędzę w stronę dziury w płocie.

Teraz orientuję się co miało tutaj miejsce.

Kopalnia znów wybuchła. Nie wiem tylko dlaczego i jakim cudem ogień już rozniósł się na ulice. Wszystko wygląda tragicznie. Gorzej niż ostatnim razem. Kieruję wzrok w stronę mojego domu. Prim stoi w drzwiach przyjmując rannych, więc zgaduję, że mama w środku już się nimi zajmuje. Na szczęście mieszkamy wystarczająco daleko centrum, aby uniknąć zagrożenia i-

- Peeta - szepcę, a wszystkie moje mięśnie natychmiast się spinają jeszcze bardziej.

To wszystko trwa kilka sekund.

Nagle znajduję się w centrum dwunastki, widzę ciała martwych ludzi, wielu z nich znałam. Ktoś gasi ogień, nad którym i tak nie może zapanować, a dociera on teraz do Pałacu Solidarności. W powietrzu unosi się kurz i popiół, jest gorąco.
Kątem oka widzę dawny zjazd do kopalni. Wiem, że szanse na ujrzenie żywego Galea są niewielkie, a nawet zerowe, bo jestem praktycznie pewna, że w czasie wybuchu był w pracy. Przypominam sobie, jak oboje straciliśmy ojców w podobnym wypadku. Jak Gale pomagał mi nie zwariować i zajmować się wszystkim, tylko nie myśleniem.

Nie myśleniem.

Nie myśl.

Ból się wzmaga, chcę krzyczeć, a może nawet to robie.

Staję przez piekarnią, a raczej jej gruzami. Tracę siłę w kończynach i upadam na ziemię.

Pieprzona historia lubi sie powtarzać.

Nie mogę zrobić nic, zupełnie nic. Krzyczę. Rzucam się. Łapię w dłonie gruz, poźniej znów krzyczę, aż w końcu tracę głos. Ktoś mnie woła, ktoś próbuje podnieść. Nie mam siły, nie chcę wstawać. Nic nie widzę, bo łzy nie chcą przestać płynąć.